Naomi Klein “No Logo” – biblia antyglobalistów

Naomi Klein - No Logo - okładka książki

Dzisiaj napiszę kilka słów o książce, o której było głośno parę ładnych lat temu i która reklamowana była jako biblia alterglobalistów. Napisała ją Naomi Klein – kanadyjska dziennikarka dorastająca w rodzinie hipisów, a głównym tematem przewijającym się przez jej karty jest piętno, jakie dzisiaj odciskają na naszym życiu wszechobecne korporacje.

Bezwzględna konkurencja

W No Logo możemy przeczytać między innymi o tym, jak to pewna amerykańska sieć kawiarni, serwująca swoje napoje w papierowych kubkach, stosując brudne triki przyczyniła się do masowych bankructw konkurencyjnych lokali. Jak sieci hipermarketów ograniczają wolność słowa, nie dopuszczając do sprzedaży książek i muzyki niezgodnej z gustami ich zarządów. Czy wreszcie o bezwzględnej walce o młode dusze już na etapie edukacji, poprzez zmuszanie uczniów do oglądania reklam w czasie lekcji, czy wprowadzenie do programu szkół przedmiotu, którego jedynym celem jest zaznajomienie dzieci z procesem powstawania buta (z doczepionym odpowiednim znaczkiem). Przykładów jest więcej: fastfoody w stołówkach, katedry i instytuty nazywane imieniem jakiejś korporacji i wiele, wiele innych.

Ciężka dola pracownika

Międzynarodowe korporacje, głównie z segmentu odzieżowego i elektroniki użytkowej, skupione są obecnie prawie wyłącznie na marketingu. Większość z nich już dawno zlikwidowała własne fabryki w zachodniej części globu i zleca teraz produkcję w Azji. Ma to swoje dobre strony (np. obniżenie kosztów, rozwój zacofanych gospodarek), ale ma też wiele wad. Robotnicy w Ameryce Północnej i Europie bezpowrotnie tracą swoje miejsca pracy i muszą się przekwalifikować. Natomiast pracownicy azjatyckich podwykonawców są słabo opłacani i muszą znosić ciężkie warunki panujące w tamtejszych fabrykach. Choć są i tak lepsze niż bieda i głód, od których uciekli emigrując ze wsi.

Obniżenie kosztów produkcji wcale nie musi oznaczać niższych cen dla konsumentów. Często kończy się na tym, że ceny pozostają na niezmienionym poziomie, a wyższe marże przekładają się tylko na astronomicznie wysokie wynagrodzenia dla członków zarządu i rozbuchane budżety reklamowe.

Alterglobalizm

Nie wszyscy na te zmiany patrzą obojętnie. Dzięki szybkiej komunikacji dostępnej w naszych czasach, grupy ludzi w wielu miejscach świata są w stanie koordynować swoje działania. Różne środowiska co jakiś czas organizują globalne protesty mające za cel zwrócenie uwagi na niekorzystne zmiany zachodzące na świecie. Szkoda tylko, że często kończy się na zbiorowych tańcach w zakorkowanych centrach miast, czy wręcz na rozróbach, które raczej nie przysparzają sympatii ich uczestnikom.

Sama Naomi pod koniec książki dochodzi do smutnych wniosków i przyznaje, że niewiele da się zrobić by zastopować złe procesy. Współczesne korporacje są praktycznie bezkarne, a pod ich presją potrafią się ugiąć rządy największych państw a nawet organizacje międzynarodowe.

Warto przeczytać tę książkę, bo chociaż fakty są w niej czasem delikatnie naginane, by dopasować je do tez autorki, daje ona wiele do myślenia i przypomina, że większość ludzi na świecie może tylko marzyć o życiu na takim poziomie jak nasz.

Max Koluszky - 2010.12.06 01:45

Wasze opinie

  1. LCobra:

    Nie omieszkam zaznajomić się z tą pozycją.
    Pragnę jednak zauważyć, że na przysłowiowych wsiach nigdy nie było biedy. Każdy rolnik potrafił się utrzymać z tego co wyhodował. Czyli posiadał wszystko, czego potrzebował do życia. To polityka władców, wasali, rządów, korporacji doprowadziła do tego, że rolnik zaczął “żyć w biedzie”…
    Takie są reguły naszego Świata … są Ci którzy rządzą, i Ci którymi się rządzi.

  2. Max Koluszky:

    No tak, tylko niektóre z gospodarstw są tak małe, że nie zaspokajają nawet potrzeb ich właścicieli. A z czasem i potrzeby potrafią się zmieniać i samo jedzenie czy własny kąt przestają już wystarczać.

Co o tym myślisz?

Poniższych pól nie musisz wypełniać.