Jak zostałem recydywistą

Zdjęcie kajdanek

Za czasów studenckich często korzystałem z uczelnianej biblioteki i zawsze dbałem o to, żeby zwracać książki w terminie. Pewnego razu wprowadzono nowość – powiadomienia mailowe. Już nie musiałem co kilka dni zaglądać do kalendarzyka i sprawdzać, które książki będę musiał zwrócić w nadchodzącym tygodniu. Jeśli w skrzynce pojawiało się powiadomienie, to następnego dnia odnosiłem książkę do biblioteki. Jednak pewnego dnia mail nie przyszedł. O tym, że przetrzymałem książkę, przekonałem się dopiero po paru dobrych dniach, kiedy zalogowałem się na konto i nie udało mi się zamówić innej pozycji.

Starałem się wytłumaczyć pani bibliotekarce, że to nie moja wina i że mail z powiadomieniem do mnie nie dotarł, ale nie chciała mi uwierzyć. „Na Gmaila dochodzą bez problemu” – koniec dyskusji. Naliczona kara była niewielka, ledwie parę złotych, więc uregulowanie jej nie było żadnym problemem. Ważniejsze jest tutaj to, co stało się w mojej głowie. Otóż od tego dnia przestałem być wzorowym czytelnikiem, bo kara przestała działać odstraszająco. Moje myślenie zaczęło iść zupełnie innym torem: „Te 20 gr na dzień to wcale nie tak dużo. Poza tym, kasa z zapłaconych kar idzie na zakup nowych książek, więc przetrzymując je właściwie robię bibliotece przysługę.” Tak oto zostałem recydywistą. Już nie martwiłem się upływającymi terminami i jeśli tylko książka była mi potrzebna, trzymałem ją do końca roku akademickiego.

Tak sobie myślę, że często wizja zostania ukaranym bywa straszniejsza od samej kary. Że jak już ktoś trafia do poprawczaka czy więzienia, to go definitywnie tracimy. Oczywiście, samo przebywanie w takim miejscu nie należy do przyjemności, ale po wyjściu stamtąd wizja trafienia tam z powrotem już nie jest taka straszna. Wszyscy przecież znamy wspomnienia z wojska naszych ojców (lub znajomych) opowiadane przez nich z uśmiechem na twarzy, chociaż kiedy byli na służbie, wcale nie było im do śmiechu. Oczywiście nie chcę bronić przestępców – sam nie raz zostałem okradziony i życzyłem złodziejom jak najgorzej – tylko uważam, że ludzi, którzy mają jeszcze szansę być przykładnymi obywatelami, powinno się trzymać z dala od zakładów karnych, które są wylęgarnią recydywistów. Ktoś, kto trafi do więzienia, nie wróci stamtąd jako lepszy człowiek.

Autorem zdjęcia jest foxumon.

Max Koluszky - 2010.11.15 07:46

Wasze opinie

  1. LCobra:

    Całkowicie się z Tobą zgadzam w tym temacie. Nie spotkałem się jeszcze z dowodem na to, iż więzienie czy poprawczak resocjalizują osadzonych. Można to porównać do wrzucania petardy do składu ładunków wybuchowych…

  2. Max Koluszky:

    Dokładnie, efekt jest przeważnie odwrotny do zamierzonego. Ale trudno też, żeby tacy osobnicy siedzieli na wolności.

Co o tym myślisz?

Poniższych pól nie musisz wypełniać.