Myślę sobie

Czym jest tolerancja?

Mamy teraz modę na tolerancję. No i wypada być tolerancyjnym. Niektórzy uważają się za tolerancyjnych i są nawet z tego dumni, szkoda że tak naprawdę tolerancyjni nie są.

Tolerancję można podzielić na kilka kategorii:

      Tolerancja, bo wypada – przy każdej okazji wspominam jaki to ja jestem tolerancyjny i nie przeszkadza mi, że on jest pedałem. Lepiej żeby ten gejuch znalazł szybko jakąś dziewczynę, ale tego nie powiem, bo przecież wyjdę na prostaka.
      Zauważam to, ale mi to zwisa (i powiewa) – mam to gdzieś, że ona jest lezbą. Nie moja sprawa.
      Prawdziwa tolerancja – kiedy ktoś mówi do ciebie „Widziałeś go?!” wskazując wzrokiem murzyna, a ty się rozglądasz dookoła i widzisz tylko faceta w skarpetkach w paski.

Facebook – Zalecane przez adwokata

Zalecane przez adwokata.

UWAGA: Facebook jest już podmiotem publicznym. Wszyscy członkowie muszą publikować notatkę, jak ta.
Jeśli nie masz opublikowanego oświadczenia co najmniej raz, będzie on rozumiał, że technicznie zezwalasz na wykorzystywanie zdjęć, jak również informacje zawarte w Twojej aktualizacji statusu profilu.
Oświadczam, że nie dałem mojej zgody na facebooku użyć moich zdjęć ani jakichkolwiek informacji zawartych w moim profilu, moje aktualizacje i moje statusy!
Zróbcie kopiuj wklej! (teraz twój palec na tekst, kliknij kopiuj, post i wkleić. )
Nie udostępniaj!!!

Na Facebooku znowu nastąpił wysyp SPAMU.

Jeśli wkleiłeś powyższe oświadczenie, to mam dla Ciebie złą wiadomość – w oczach znajomych zrobiłeś z siebie ostatniego głupka. Wklejanie łańcuszków to jest szczyt głupoty i ignorancji.

Czytaj dalej »

Facebook zlikwidował listy zainteresowań

Kolejny raz boleśnie się przekonałem, że jako użytkownik bezpłatnej usługi, nie jestem klientem, tylko towarem. A jako rzecze prasłowiańskie powiedzenie: Towary i ryby głosu nie mają.

Odkąd na Facebooku News Feed przestał być prezentowany chronologicznie, a jakiś tajemniczy algorytm zaczął decydować za mnie co mam zobaczyć, ratowałem się czymś, co po angielsku zwali Interest List, czyli po polsku listy zainteresowań.

Czytaj dalej »

Grupa komercyjna

Wyobrażam sobie, że rozmowa marketingowców wyglądała mniej więcej tak:

– Kurcze, tym ludziom po 50-tce naprawdę trudno cokolwiek wcisnąć.
– No, ciągle to samo kupują i do niczego nowego nie można ich przekonać.
– Trzeba rozwiązać ten problem.
– Zastosujmy indywidualne podejście. Może jakaś nowa, innowacyjna forma reklamy skierowana specjalnie do tej grupy klientów?
– Daj spokój! Narobimy się i tak nic z tego nie będzie. Trzeba ich po prostu wykluczyć z rozliczeń.
– Dobry pomysł. Zaczniemy się rozliczać za efekty w grupie wiekowej 16 – 49.
– OK, nazwijmy to grupą komercyjną.

Budżet partycypacyjny

złotówki

Ostatnio polskie gminy naszła moda na tzw. budżety partycypacyjne, czyli niewielkie środki pochodzące z budżetu danego samorządu (zwykle nie więcej niż 1% całości), o których przeznaczeniu mogą zdecydować w głosowaniu wszyscy mieszkańcy danej gminy/miasta/dzielnicy (niepotrzebne skreślić).

Idea na pierwszy rzut oka wydaje się być słuszna. Parę groszy może pójść na naprawdę ciekawe przedsięwzięcia. Tylko jest jedno ale… Czy takimi rzeczami nie powinni zajmować się nasi włodarze? Czy właśnie nie za to im płacimy? A jeśli to my mamy decydować na co wydać pieniądze gminy, to dlaczego rozmawiamy tylko o tym skromnym jednym procencie? Dlaczego nie o całym budżecie?

Dla mnie budżet partycypacyjny to taka proteza. Zabieg pod publiczkę, który w sumie niewiele znaczy i ma tylko wywołać złudzenie, że zdanie mieszkańców się liczy.

Toaleta z obiegiem zamkniętym

Czasami zaglądam sobie na portale piszące o kolei i zawsze mnie bawi, kiedy ktoś tam napisze, że jakiś wagon ma toaletę z “obiegiem zamkniętym”.

Czytaj dalej »

Wśród ofiar nie było Polaków

Facepalm

Kolejna katastrofa, kolejny zamach. TV w kółko pokazuje te same ujęcia, a w głowach dziennikarzy kołacze się tylko jedno pytanie: “Czy wśród ofiar są Polacy?!”.

Po chwili jest już oficjalne potwierdzenie – nie zginął żaden Polak! Uff… co za ulga!

Tylko nikt się nie zastanowił, czy tak postawione pytanie ma jakiś sens.

Ofiary wypadków czy zamachów są dla mnie równie obce, niezależnie od tego czy stało się to akurat w Polsce czy za granicą. Z drugiej strony, gdybym martwił się o losy kogoś z rodziny albo o bliskich znajomych, to informacja o tym, że “wśród ofiar nie było Polaków” nic mi nie mówi, bo czasy się już zmieniły i teraz rodziny mamy często wielonarodowościowe, a i przyjaciół też z różnych krajów.

Drodzy dziennikarze, skończcie już z tym tekstem. Dość.

Nie zaufam więcej Google, bo zamknęli moją ulubioną usługę

Google postanowił z początkiem lipca zakończyć działanie Google Readera. Usługi, która pozwala na otrzymywanie w jednym miejscu powiadomień o nowościach pojawiających się na naszych ulubionych stronach. Wszystko to dzięki magii protokołu RSS/Atom.

Jeśli nawet nie wiesz, czym jest RSS, to na pewno nie raz widziałeś charakterystyczną pomarańczową ikonkę, pod którą kryje się link do specjalnego kanału z informacjami o nowościach. Tutaj tę ikonkę też znajdziesz (w nagłówku strony).

Niektórzy twierdzą, że RSS nie zdobył popularności wśród szerokiej publiki, jednak korzysta z niego prawie każdy tzw. heavy user.

Szacuje się, że Google Reader ma teraz ponad 80% rynku czytników RSS. Dla Google to niestety za mało. Kilka dni temu okazało się, że postanowił on wypiąć się na użytkowników Readera i zdecydował, że zamknie go do końca czerwca tego roku. W krótkiej informacji możemy przeczytać, że nie ma się o co martwić, bo przecież dane z Readera można przenieść do konkurencji. Szkoda tylko, że Google najwyraźniej zapomniał o tym, że konkurencja już dawno została przez niego zmieciona z rynku. Praktycznie brak jest sensownej alternatywy.

Z faktem likwidacji Google Readera w sumie już się pogodziłem. Nie to nie – płakać nie będę. Przenosiny kosztowały mnie trochę pracy i nerwów. Całe szczęście, że wiem co nieco o programowaniu i mam własny hosting – od kilku dni jestem już na swoim.

Najgorsze jest to, że kompletnie straciłem zaufanie do Google. Nie mam już ochoty testować ich nowych usług. Bo co jeśli mi się spodobają, a Google znowu postanowi je zamknąć? W sumie to już wolę skorzystać z (czasami płatnych) usług konkurencji, dla której najważniejszy jest użytkownik. Przykro mi Google – już więcej Tobie nie zaufam.

Warto słuchać oszołomów (efekt potwierdzenia)

Nie słucham ciebie

Tym przewrotnym tytułem chciałbym zwrócić uwagę na dosyć powszechne zjawisko zamykania się ludzi na opinie sprzeczne z ich własnymi przekonaniami. Bardzo często zdajemy się być głusi na argumenty osób o odmiennych poglądach.

Czytaj dalej »

Denerwujące rzeczy na Facebooku i w Google

Jedną z rzeczy, których nie cierpię w komputerowo-gadżetowym światku, to uszczęśliwianie mnie na siłę. Nic tak nie podnosi mi ciśnienia, jak moment, w którym ktoś bez pytania zmienia coś, co lubiłem i co mi odpowiadało. Niestety, wciąż spotykają mnie tego typu przykre niespodzianki.

Czytaj dalej »