Problem z filmami Woody’ego Allena – „O północy w Paryżu”

Strapiony Woody Allen

Muszę przyznać, że nie przepadam za filmami Allena. Jednak jakimś cudem dałem się namówić na obejrzenie ciepło przyjętego przez publikę O północy w Paryżu (Midnight in Paris). No i powiem Wam, że tylko utwierdziłem się w moim przekonaniu.

Dawne filmy Allena, takie jak Annie Hall czy Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać, wnosiły do kina coś nowego. Dzisiejsze produkcje Allena są wtórne. Zmienia się scenografia, aktorzy, ale ciągle oglądamy te same historie, trafiamy na te same zakompleksione postaci, te same sceny, w kółko słuchamy tych samych pseudointelektualnych monologów. Nawet jeśli Woody Allen nie pojawia się osobiście na ekranie, to on ciągle tam jest. Przecież Owen Wilson, grający główną rolę w O północy…, skopiował nie tylko gesty, ale i sposób mówienia (charakterystyczne jąkanie) Allena!

Lepiej sobie odpuścić nowsze filmy Woody’ego Allena i zamiast tego rzucić okiem na jego starsze produkcje z czasów, kiedy jeszcze był w szczytowej formie i nie gonił własnego ogona.

Max Koluszky - 2013.02.19 01:23

Co o tym myślisz?

Poniższych pól nie musisz wypełniać.