Sprawdzone

IKEA – zakupy przez Internet

Ikea kreuje swój wizerunek na firmę, która wszystko zawdzięcza optymalizacji, usprawnianiu procesów produkcji i transportu swoich towarów. I dlatego jeszcze bardziej rozczarowujące okazały moje zakupy przez Internet na stronie ikea.com.

Czytaj dalej »

Dobre żyletki

Golę się maszynką na żyletki już ponad dwa lata, więc trochę doświadczenia mam. Dlatego postanowiłem podzielić się moją opinią na temat kilku marek żyletek.

Derby
Dobre i tanie żyletki produkowane w Turcji. Nie tępią się natychmiast przy pierwszym goleniu. Pakowane w plastikowe pudełka, z ukrytym schowkiem na zużyte żyletki. Paczka 100 sztuk kosztuje około 40 zł na Allegro.

Astra
Czeska marka, ale Procter & Gamble produkuje je w Rosji. Jakością zbliżone do Derby, może są nawet odrobinę lepsze. Kartonowe opakowanie zawiera 5 sztuk żyletek.

Feather
Produkt Japoński. Mam wrażenie, że te żyletki są odrobinę lepsze od wymienionych wyżej, co jednak nie usprawiedliwia ich wysokiej ceny.

Ogoliłem się z ich pomocą kilka razy więcej i teraz nie mogę ich już polecić, bo wiecznie się nimi zacinam. Wychodzi na to, ze żyletki jednak mogą być za ostre.

Irving – Wiśnia i mięta – opinia

Irving - Owocowy ogród - Wiśnia i mięta
Zaraz po zalaniu herbatki gorącą wodą, na pierwszy plan wyraźnie przebija się przyjemny zapach mięty. Ale już po pierwszych łykach przychodzi rozczarowanie, bo zamiast wiśni czuć tutaj głównie jabłko. Smak wiśni jest bardzo słabo wyczuwalny.

Szybki rzut oka na skład herbatki znajdujący się na opakowaniu i wszystko staje się jasne – suszu z jabłka jest tu więcej niż wiśniowego.

Nie zrozumcie mnie źle – ta herbatka bardzo mi smakuje i będę często do niej wracał, tyle tylko, że nie dla smaku wiśni, a jabłka. Bardzo smakowitego swoją drogą. Pijąc ten napar mam bardzo pozytywne skojarzenia z jabłkową Hubbą bubbą. Gumą, którą namiętnie żułem jeszcze w szkolnych czasach.

Dużą zaletą tej herbatki jest to, że jest zrobiona z naturalnych składników, bez dodatków sztucznych aromatów. Nie tak jak herbatki dwóch bardzo popularnych zachodnich marek, których z wrodzonej grzeczności nie wymienię tutaj z imienia. ;)

Paco Rabanne Black XS men

Paco Rabanne Black XSNajpierw parę słów o opakowaniu Paco Rabanne Black XS. Czarne, wygląda jakby skrywało przerośnięty dezodorant w sztyfcie. Jego wieczko obraca się na zawiasie, jak w starych benzynowych zapalniczkach. Nie musi ono spodobać się każdemu. Dla mnie jednak wygląd butelki nie ma wielkiego znaczenia, dopóki nie przeszkadza w używaniu perfum. A nie przeszkadza.

Black XS to zapach z kategorii oranżadowo-cukierkowych – słodki, gładki i bez jakiegoś pazura. Jest trwały, ale siedzi dość blisko skóry i nie roznosi się po otoczeniu (tzw. brak ogona). Chyba najbardziej wyczuwalne są tu landrynki i ananas.

Ta woda w mojej opinii najlepiej pasowałby do 20-latka. Nadaje się raczej na ciepły letni wieczór – na zimę jest za delikatna.

Black XS nie jest zapachem wybitnym, ale nie jest też taki zły. Mógłbym go polecić, gdyby za podobne pieniądze nie można było wyhaczyć czegoś fajniejszego.

Oficjalny spis nut zapachowych:

  • głowa: szałwia, cytryna, kwiaty aksamitki.
  • serce: praliny, cynamon, balsam tolu, czarny kardamon.
  • baza: drewno różane, paczula, heban, czarna ambra.