Do Gdańska i z powrotem za 14 zł

samolot-ryanair

Dwie dekady, ponad dwadzieścia lat minęło odkąd ostatni raz leciałem samolotem i już od jakiegoś czasu miałem ochotę wybrać się gdzieś chociaż na jeden dzień. Nadarzyła się do tego okazja – do niedawna Ryanair w Warszawie latał tylko z modlińskiego lotniska. I do tego tylko za granicę. Tamtejsze porty lotnicze są daleko od centrów miast, dojazd w obie strony zajmuje bardzo dużo czasu i kosztuje tyle co sam bilet lotniczy (albo i więcej). Jednak Ryanair przeprosił się z lotniskiem Chopina i zaczął z niego latać za grosze do Gdańska i Wrocławia. Bilet w jedną stronę można było kupić już za 7 zł, co sprawiło, że nawet taki cebulak jak ja mógł gdzieś wybrać się samolotem, choć przez chwilę poczuć się jak obywatel świata i nareszcie ponarzekać na kontrole, opóźnienia i kolejki.

Zdecydowałem się na lot do Gdańska o 7:50 i powrót o 13:00. Później żałowałem, że nie wybrałem późniejszej godziny powrotu, ale i tak było fajnie. Za lot w obie strony zapłaciłem 14 zł.

Wylot

Ryanair zaleca, żeby na lotnisku pojawić się aż na dwie godziny przed odlotem. To trochę przesada, zwłaszcza jeśli odprawiliśmy się przez Internet i nie nadajemy bagażu. Ale już 1,5 godz. przed startem to nie za wiele. Chociaż oczekiwanie w kolejce i sama kontrola bezpieczeństwa nie trwały więcej niż dziesięć minut, wcale nie zostało mi dużo czasu na włóczenie się po terminalu.

Przypominam, że nigdzie nie leciałem przez dwadzieścia lat i to, co dla wielu jest zwyczajnym (a nawet nużącym) etapem wakacyjnego/biznesowego wyjazdu, dla mnie było egzotycznym doznaniem. Do tej pory kilka razy w roku wpadałem tylko do ogólnodostępnej części terminalu, żeby kogoś odebrać lub go tam odstawić. Wszystko, nawet cola po 9,90 za pół litra, było dla mnie czymś nowym.

Terminal

To, co byśmy nazwali czystym dworcem kolejowym, z pewnością byłoby brudnym i śmierdzącym terminalem lotniskowym. W tych dwóch miejscach po prostu panują odmienne standardy. Wszystko jest wymuskane i czyściutkie, między innymi dzięki temu, że nie ma tu bezdomnych, a palaczy trzyma się zamkniętych w szklanych budkach. W hali wyczuwalna jest charakterystyczna woń spalonego paliwa lotniczego, ale to raczej zrozumiałe, zwłaszcza że oprócz rękawów do załadunku pasażerów używane są autobusy. Co za tym idzie, trzeba od czasu do czasu otworzyć drzwi prowadzące na płytę lotniska.

U nieba bram

Na 40 minut przed planowaną godziną odlotu zaproszono nas do wyjścia. 7 minut później stałem już w autobusie. Kiedy ten podjechał pod samolot pasażerowie poprzedniego lotu ciągle jeszcze byli w środku. Najwyraźniej Ryanair nie może sobie pozwolić, żeby ich flota stała zbyt długo na płycie. Samolot nie zarabia, kiedy nie lata.

Wsiadamy

Na piętnaście minut przed odlotem byłem w samolocie. Ten jeszcze pachniał nowością, bo miał niecałe trzy miesiące. Wnętrze jest raczej skromne. Konstrukcja fotela cieniutka, jakby w krześle ogrodowym, ale tak naprawdę jest solidna. Obicie z niebieskiego tworzywa skóropodobnego, ale to też zrozumiałe w samolocie, który non stop wymienia pasażerów. Tkaninowe pewnie co chwilę trzeba by było czyścić i wymieniać.

Lecimy

Ruszyliśmy zgodnie z planem. Kołowanie zajęło nam chwilę. Samolot ustawił się na pasie i ruszył pełną parą. Jako że tego dnia mocno wiało poderwaliśmy się z pasa na tyle gwałtownie, że przez pierwsze sekundy wznoszenia miałem wrażenie jakby ktoś mój mózg wyciskał niczym mokrą gąbkę. Nawet sobie pomyślałem, że za chwilę zemdleję, ale nic takiego się nie stało. To były moje najlepsze chwile tego lotu.

Chwilę później pożegnaliśmy szarości i po wspięciu się ponad chmury przywitał nas błękit nieba i słońce, mocne niczym w najładniejszy dzień lata.

Lot trwał krótko, kilkadziesiąt minut, w tym kwadrans się wznosiliśmy, kwadrans schodziliśmy do lądowania, a przez resztę czasu załoga zapewniała nam „rozrywkę” wciskając nam losy na loterię, perfumy i zegarki w (cytuję) „wyjątkowo atrakcyjnych cenach”.

Schodząc poniżej poziomu chmur pożegnaliśmy błękit i znowu dookoła zapanowały polskie jesienno-zimowe szarości. Lądowanie, podobnie jak start, nie było idealnie spokojne, bo w Gdańsku również trochę wiało, nic dramatycznego, ale dla mnie i tak jednak coś.

Przejazd z lotniska do Gdańska

Z lotniska do centrum Gdańska w miarę łatwo dostać się pociągiem Pomorskiej Kolei Metropoitalnej. Wszystkie PKM-ki dojeżdżają do Gdańska Wrzeszcza, a niektóre nawet dalej, do Gdańska Głównego. Składy jeszcze pachną nowością, bo kolejka kursuje trochę ponad rok.

Przesiadając się na SKM-kę we Wrzeszczu dojedziemy nią do innych części Trójmiasta, a nawet poza jego granice.

Jadąc do Gdańska i kupując bilet w automacie trzeba uważać, żeby się nie naciąć, bo obowiązują dwie taryfy: kilometrowa (droższa) i bilet miejski (tańszy), który swoim zasięgiem obejmuje również stację przy lotnisku.

W Gdańsku

Na zwiedzanie miasta zostawiłem sobie bardzo mało czasu. Skończyło się na tym, że trochę pokręciłem się w okolicy stacji, coś zjadłem i już musiałem wracać.

Wracamy na Lotnisko

Na stacji we Wrzeszczu brak jest wyświetlaczy na peronach, do tego na ten sam tor wjeżdża pociąg PKM-ki, który kończy bieg i ten, który za chwilę stamtąd ruszy na lotnisko. Co skutkuje tym, że ludzie wsiadają do złego pociągu, a później boją się wsiąść już do właściwego. Ktoś tego ewidentnie nie przemyślał.

Odlot z Gdańska

Pomimo tego, że port w Gdańsku obsługuje znacznie mniej lotów niż ten na Okęciu, kontrola i oczekiwanie na nią trwało tyle samo co w Warszawie, także na lotnisku polecam zjawić się przynajmniej na 1,5 godz. przed planowanym odlotem.

Powrót

Lot w drugą stronę przebiegł bardzo podobnie do tego pierwszego. Również wiało podczas startu i lądowania, przez co miałem trochę więcej frajdy w czasie lotu, ale obyło się bez niespodzianek i wylądowaliśmy punktualnie.

Podsumowanie

To było najlepiej wydane 14 zł w moim życiu. Wszystkim z całego serca mogę polecić podobne wycieczki. Tylko dajcie sobie więcej czasu na zwiedzanie.

Max Koluszky - 2017.01.16 21:16

Wasze opinie

  1. foxi:

    Niezła cena ,ale samochód potrzeba też zostawić w bezpiecznym.Szukając taniego parkingu w Balicach skorzystaliśmy przy wylocie na Maltę z tego http://parkujgo.pl/cennik-parking-balice.html .Do tego w cenie zawieźli nas pod terminal i po powrocie odebrali.Po co więc przepłacać za parking przy terminalu… niech ktoś mi powie.

Co o tym myślisz?

Poniższych pól nie musisz wypełniać.